Czasem mam wrażenie, że życie wokół nas pędzi. Dzieje się tyle rzeczy, a my, jeśli nie chcemy się zagubić, ciągle musimy zmieniać nasze plany, przyzwyczajenia, rytuały. Czy to jest konieczne? Czy w naszej rzeczywistości określony rytm dnia to przeżytek, który powinniśmy odłożyć do lamusa? Czy w takim stylu życia jest miejsce na codzienne rytuały? Czy warto je mieć?
Po co nam codzienne rytuały?
Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że każdy z nas potrzebuje pewnej stabilizacji. To ona wprowadza do naszego życia porządek i nadaje mu ramy, w których funkcjonujemy. Daje również poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że możemy energię poświęcić na inne, bardziej istotne rzeczy, niż codzienne układanie całego planu dnia na nowo.
Czy zauważyłaś, że w większości przypadków nasze życie składa się z pewnego rodzaju rytuałów, które (czasem bezwiednie) powtarzamy codziennie? Pierwszym nasuwającym się przykładem jest codzienne chodzenie do pracy, którą przeważnie wykonujemy w tych samych godzinach.
Codziennymi rytuałami są również drobiazgi, jak picie kawy w ulubionym kubku, smarowanie rąk kremem po umyciu czy wykonywane pewnych czynności w określonej kolejności. Poranny trening czy wieczorny spacer. Spotkanie z przyjaciółmi po pracy czy czytanie bajki przed snem dziecku. Znam takich (to tez jaJ), którzy zawsze przed spaniem sprawdzają, czy zamknęli drzwi wejściowe na klucz, bo to pozwala im spokojnie zasnąć.
Często dobrze funkcjonujemy w tych naszych codziennych rytuałach i nawet nie zdajemy sobie z nich sprawy. Po prostu są, a my je wykonujemy nie poświęcając im szczególnej uwagi. Zauważ jednak, co się dzieje, gdy ta rutyna zostaje zaburzona. Zwykle powoduje to pewien dyskomfort lub nawet irytację, dodatkowy stres, a… czasem na początku taka odmiana wydaje się być ekscytująca, to też po pewnym czasie może okazać się męcząca i chętnie wracamy do zwyczajnej codzienności.
Idealnym przykładem zmiany codziennych rytuałów jest wakacyjny wyjazd. Jeśli trwa on kilka czy kilkanaście dni, to zwykle cieszymy się z tego, że zmieniamy otoczenie i styl życia. Ale już pod koniec wyjazdu, chętnie myślimy o tym, że znów powrócimy do swoich zajęć i codziennych rytuałów. Bo jednak większości z nas w takich ramach po prostu lepiej się funkcjonuje. Zdarzyło Ci się, że nawet po takim miłym wyjeździe pomyślałaś: „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” ?

Czy rutyna jest przeciwieństwem spontaniczności?
Zastanówmy się jednak, czy posiadanie codziennych rytuałów zabija spontaniczność i gotowość do zmian? Moim zdaniem zupełnie nie! Wręcz przeciwnie, posiadając swoje nawyki mamy swoją małą stabilizację i dzięki temu mamy siłę do zmian. Możemy spróbować zadziałać spontanicznie, np. decydując się na wyjazd czy zupełne przeorganizowanie planu dnia, bo wiemy, że zawsze możemy wrócić do naszej „bezpiecznej przystani”. Jesteśmy jednak gotowi spróbować, bo stabilizacja daje nam siłę.
To działa dokładnie tak samo, jak osiąganie sukcesów dzięki poczuciu własnej wartości. Jeśli jest ono niskie, to nie dojdziemy na szczyt, bo nawet nie spróbujemy postawić pierwszego kroku, bojąc się, że spadniemy od razu.
Nie uciekajmy zatem od swoich nawyków (pod warunkiem, że są zdrowe!, bo papieros przed śniadaniem na pewno pozytywny nie jest😉). Nie drwijmy z innych, którzy mają swoje rytuały, ale szanujmy je, bo pamiętajmy, że my też je mamy, choć nie zawsze je zauważamy, bo tak nam już weszły w krew 😉.
A Tobie z czym kojarzą się codzienne rytuały? Czy uważasz, że to nudne, bo każdy dzień powinien być niczym carte blanche, która zostanie zapisana w inny sposób? Czy może cenisz sobie powtarzalność i lubisz swoje codzienne nawyki?
